Międzyzdroje 2004
Czas spędzony w Międzyzdrojach na festiwalu In Terra Pax jest czasem wyjątkowym...
To tydzień pełen emocji związanych ze śpiewem, z ludźmi, z morzem. Mieszają się one w naturalny sposób, tworząc wyjątkową atmosferę festiwalu. Czas, który poświęcony został na pracę jest również ważny. W trakcie prób mogłam nauczyć się przede wszystkim uwagi i pracy w grupie. Miałam szansę skupić się na stworzeniu wspólnej barwy, jak i bawić się różnorodnością repertuaru. Uważam, że jest to bardzo dobry pomysł, aby utwory wykonywane w Międzyzdrojach pochodziły z różnych rejonów świata. Potrzebna jest bowiem elastyczność chóru, na którą zwracają uwagę dyrygenci. Dzięki temu, pomimo uwielbienia do jednego rodzaju muzyki wokalnej, uczę się różnych rodzajów emisji głosu.
Do Międzyzdrojów nie jedzie się jednak tylko ze względu na muzykę, ale również dla ludzi, z którymi się pracuje. Zachodzące procesy integracyjne formułują wieloletnie przyjaźnie ludzi z różnych krajów. W ten sposób zaspokajana zostaje po części idea „pokoju na ziemi” stworzona przez Jana Szyrockiego. Dyrygent ten, jak i również pomysłodawca i realizator akademii chóralnej In Terra Pax, oraz CHAPSu, jest dla nas wielkim autorytetem. Ten właśnie człowiek nadawał za życia energię i atmosferę pracy w Międzyzdrojach, a od zeszłego roku czujemy go nadal obecnego duchem. Jestem bardzo wdzięczna aktualnemu kierownikowi akademii – Rickowi Zielińskiemu, że zwraca naszą uwagę i przypomina, dzięki komu możemy razem pracować i przebywać w Międzyzdrojach. Żywiąc ogromny szacunek do profesora Jana Szyrockiego staramy się – swoim śpiewem i pracą- dowieść, że pokój na ziemi jest potrzebny i możliwy.
Tydzień spędzony w hotelu „Slavia” to czas przyjaźni i muzyki. Bywają również dni, kiedy odczuwa się potrzebę samotnego spaceru nad brzegiem morza, ale nawet wtedy w uszach brzmią utwory śpiewane na próbie. W ten sposób muzyka opanowuje całe życie, tworząc poczucie bezpieczeństwa i szczęścia. Z takimi właśnie odczuciami wyjeżdżamy z Międzyzdrojów. Nie ma w głowie miejsca na smutek, pomimo faktu, że z partnerami z Niemiec,Francji i Florydy zobaczymy się dopiero za rok. Dziękujemy sobie za wspólną pracę i energię, którą obdarzyliśmy siebie nawzajem. Kiedy już ludzie wyjadą, grupa polska zostaje jeszcze na parę godzin nad Bałtykiem i ze zdziwieniem uświadamia sobie, że bajka, w której mieli szansę brać udział, działa się właśnie tu - w Polsce. Jest więc możliwe, aby fragment naszego kraju stał się drugim domem dla obcokrajowców.
Zapraszamy wszystkich do przeżycia w przyszłym roku, razem z nami, fantastycznej bajki o tym, jak muzyka zmienia świat...
Barbara Urbaniak, 29-VII-2004, Wrocław


